Richarlison wciąż jest zawodnikiem Tottenhamu, choć w ostatnich dniach letniego okna miał dwie opcje odejścia i obie odrzucił. Najpierw powiedział „nie" powrotowi do Evertonu, potem — w dniu zamknięcia okna w Brazylii — transferowi do Vasco da Gama. Efekt jest taki, że 29-latek pozostał w klubie, w którym nie ma miejsca w planach trenera.

Przypomnijmy: Tottenham i Everton dogadały wcześniej podwójną operację, w której Iliman Ndiaye miał trafić do Londynu, a Brazylijczyk w przeciwnym kierunku. Richarlison odmówił i dał upust emocjom w mediach społecznościowych, a Ndiaye ostatecznie nie przyszedł do Spurs — wybrał Manchester City.

Everton nie zamierza próbować ponownie

Według Football Insider Everton nie ma „żadnych bezpośrednich planów" powrotu do tematu w styczniu. Na Merseyside nie spodobał się sposób, w jaki napastnik poprowadził całą sprawę przy ich spóźnionym zainteresowaniu, i to wystarczyło, by odpuścić.

Nawet argument finansowy nie działa. W styczniu Richarlison wejdzie w ostatnie pół roku kontraktu i byłby dostępny za niewielkie pieniądze, ale Toffees mają wątpliwości, czy on sam naprawdę chce wracać. To dla Tottenhamu zła wiadomość, bo Everton był najbardziej konkretnym kierunkiem z tych, jakie pojawiły się latem.

Dubaj i znajomy trener

Zostaje jedna ścieżka. Jak informuje TEAMtalk, do Richarlisona zgłosił się Shabab Al-Ahli z Dubaju, a okno transferowe w emirackiej lidze jest otwarte do 28 września. To oznacza, że napastnik ma jeszcze kilka dni na rozwiązanie swojej sytuacji w tym roku kalendarzowym.

Argumentem dodatkowym jest osoba trenera. Zespołem prowadzi Andre Jardine, dawny szkoleniowiec Richarlisona w kadrze Brazylii do lat 23, a sam zawodnik ma być otwarty na ponowną współpracę. Jeśli ten ruch nie dojdzie do skutku, Brazylijczyka czeka kilka miesięcy poza kadrą meczową i czekanie na styczeń.

W poprzedniej kolejce Premier League Tottenham zremisował na własnym stadionie z Evertonem 0:0 — spotkanie, które w innym scenariuszu Richarlison rozgrywałby w barwach gości.