Manchester United – Tottenham 1:1. Spurs wrócili z przerwy reprezentacyjnej w swoim stylu: długimi fragmentami byli lepsi, raz po raz marnowali okazje, a potem stracili gola wbrew przebiegowi gry. Punkt uratował Dominic Solanke w drugiej minucie doliczonego czasu, już przy grze w dziesiątkę.

Roberto De Zerbi dokonał sześciu zmian w wyjściowym składzie względem ostatniego ligowego spotkania. Od pierwszej minuty zagrali Marcos Senesi, Destiny Udogie, Lucas Bergvall, Mohammed Kudus i Solanke, który – co było sporym zaskoczeniem – wyszedł na boisko z opaską kapitana.

Pierwsza połowa: dużo gry, zero bramek

Początek należał do gości. Gospodarze byli gwizdani przez własnych kibiców, bo nie potrafili poradzić sobie z drużyną, która zaczynała ten mecz na dnie tabeli. Najlepszą okazję miał Solanke: Bergvall odebrał piłkę wysoko, napastnik znalazł się sam przed Senne Lammensem, ale uderzył w zasięgu bramkarza.

Spurs tworzyli kolejne akcje, tyle że wykończenie znów zawodziło – Bergvall i Kudus strzelali niecelnie. United odpowiedzieli raz, około 30. minuty, gdy po kontrze Bryan Mbeumo znalazł Amada Diallo, lecz jego strzał obronił Antonín Kinský. Conor Gallagher, ustawiony jako prowizoryczna „dziesiątka”, odzyskał osiem piłek, ale brakowało naturalnego rozgrywającego w tej strefie. Pod koniec połowy Anglik dostał podanie od Solanke w dobrej pozycji, zbyt długo szykował strzał i Leny Yoro zdążył wybić piłkę.

Druga połowa: gol Mbeumo i czerwona kartka

Solanke po przerwie znów zmarnował dogodną sytuację, posyłając piłkę wysoko nad bramką po dośrodkowaniu Savinho. Michael Carrick wprowadził po godzinie gry Joshuę Zirkzee, Diogo Dalota i debiutującego Carlosa Balebę, a United wreszcie zaczęli istnieć w tym meczu, bo intensywność Tottenhamu zaczęła spadać.

Rachunek za zmarnowane okazje przyszedł, gdy Matheus Cunha znalazł miejsce na lewej stronie i zagrał do Mbeumo w polu karnym. Napastnik miał zbyt dużo swobody przy van Hecke, obrócił się i płaskim strzałem pokonał Kinskiego.

Chwilę później zrobiło się jeszcze gorzej. Rodrigo Bentancur, niecałe dziesięć minut po wejściu na boisko, dostał bezpośrednią czerwoną kartkę za uderzenie głową Luke'a Shawa. Anglik sprowokował całe zajście i skończyło się dla niego na żółtej kartce.

Dośrodkowanie Tonalego, gol w doliczonym czasie

Z dziesiątką zawodników i kurczącym się czasem Spurs postawili na dośrodkowania w pole karne. W drugiej minucie doliczonego czasu Solanke wygrał powietrzną walkę z Lisandro Martinezem mimo utraty równowagi i skierował piłkę po centrze Sandro Tonalego obok Lammensa.

To gol, którego napastnik potrzebował – bez niego rozliczenie jego wieczoru wyglądałoby zupełnie inaczej. Tottenham dowiózł remis do końca, ale punkt smakowałby znacznie lepiej, gdyby wcześniejsze okazje zostały wykorzystane. Po sześciu kolejkach Spurs mają 3 punkty i zajmują 18. miejsce z bilansem bramek -6.