Tottenham wygrał 3:1 z West Hamem United w inauguracyjnym meczu sezonu Women's Super League. Wynik otworzyła Signe Gaupset, a dwa kolejne trafienia dołożyła Kirsty Hanson w swoim pierwszym oficjalnym występie w barwach Spurs.

Norweżka trafiła po kwadransie gry, przyjmując piłkę i uderzając półwolejem. Chwilę później sama została asystentką — po jej podaniu Hanson podwyższyła w okolicach półgodziny gry, dając zespołowi wygodną zaliczkę na przerwę.

Hanson kończy dzieło lewą nogą

Numer 16 skompletowała dublet efektownym uderzeniem lewą nogą, po którym piłka wylądowała w okienku bramki West Hamu. Jedyną rysą na obrazie był gol straconw doliczonym czasie gry — trafiła Viviane Asseyi.

„Naprawdę zadowolony" — tak podsumował spotkanie Martin Ho. Trener przyznał, że drużyna liczyła na czyste konto i późna strata bramki zabrała trochę satysfakcji, ale poza tym nie miał czego wymagać więcej od swoich zawodniczek.

Ho: pierwszy gol zdjął presję

Szkoleniowiec zwrócił uwagę, że otwierające trafienie rozluźniło zespół. Wcześniej Spurs mieli momenty, w których brakowało tylko skutecznego wykończenia, a gol Gaupset uspokoił drużynę i pozwolił jej grać swobodniej.

Ho podkreślał też, że pierwszy mecz sezonu z natury bywa nerwowy i rozgrywany od bramki do bramki. Kluczem miała być organizacja w defensywie — jego zdaniem poza kilkoma sytuacjami po stałych fragmentach zespół poradził sobie dobrze, a po opanowaniu rytmu przejął pełną kontrolę nad spotkaniem.

„Jest jeszcze kolejny poziom"

Mimo trzech punktów trener nie ukrywa, że widzi u swojej drużyny zapas. Uważa, że gdy Spurs grają płynnie i wszystko się układa, prezentują wysoki poziom — problemem pozostaje regularność.

Ho wskazał również obszary, które przyjdą z czasem i doświadczeniem: lepsze zarządzanie przebiegiem meczu i niedopuszczanie do rozciągnięcia gry oraz akcji z kontry. Im częściej zespół będzie to robić, tym bardziej kompletny się stanie.