W sobotę Will Lankshear przesądził o wygranej Middlesbrough 1:0 z QPR na Loftus Road i wywindował zespół Kima Hellberga na drugie miejsce w Championship. Gol padł jeszcze przed półgodziną gry: napastnik urwał się Jimmy'emu Dunne'owi przy dalszym słupku i zamknął niską centrę w pole bramkowe.
To siódme trafienie 21-latka w siódmym występie we wszystkich rozgrywkach w tym sezonie. Middlesbrough zapłaciło za niego wstępnie 8 mln funtów plus 12 mln funtów w bonusach uzależnionych od wyników.
Tottenham wciąż bez gola
Tego samego weekendu Tottenham zremisował 0:0 z Nottingham Forest na City Ground i pozostał jednym z trzech klubów, które nie zdobyły w tym sezonie Premier League ani jednej bramki. Z siedmiu prób nie udało się nawet trafić w światło bramki.
Trudno o gorsze zestawienie dla Johana Lange, który latem zdecydował się spieniężyć jedynego wychowanka o profilu klasycznego napastnika. Roberto De Zerbi dostał zespół, w którym w polu karnym po prostu nie ma komu kończyć akcji.
Hellberg i porównania do Kane'a
Hellberg po meczu z QPR przyznał, że Lankshear w nocy chorował i jego występ w wyjściowym składzie stał pod znakiem zapytania, ale ruch napastnika w polu bramkowym pozostał znakomity. Mimo osłabienia Anglik pokazał więcej energii niż wielu piłkarzy Tottenhamu w Nottingham.
Skalę talentu opisywał niedawno w Sky Sports Scott Chickelday, trener napastników pracujący z Lanksheara od dwóch lat. Wskazywał na pełny repertuar wykończenia — dobitki, główki, woleje, przerzutki — i mentalność zawodnika, który chce być najlepszym napastnikiem w Anglii.
Chickelday poszedł jeszcze dalej i porównał go do Harry'ego Kane'a: „Mówię ludziom, a oni się ze mnie śmieją, ale ten chłopak jest najbliższą rzeczą Harry'emu Kane'owi, jaką widziałem". Dodał, że nie zdziwiłby się, gdyby za dwa lata Lankshear był następcą Kane'a w reprezentacji.
Problem, który nie zniknie sam
Lankshear ma za sobą powołania do reprezentacji Anglii do lat 20 i regularną grę na zapleczu Premier League. W Tottenhamie po jego odejściu nie pojawił się nikt, kto rozwiązałby problem braku naturalnego numeru dziewięć.
De Zerbi musi więc szukać goli poza polem karnym, a kolejne trafienia sprzedanego napastnika będą tylko przypominać, jak wyglądała ta letnia decyzja.