Roberto De Zerbi zaskoczył zestawieniem na wyjazd do Nottingham. Mateus Fernandes, letnie wzmocnienie za 85 mln funtów, wykorzystywany dotąd na pozycji ofensywnego pomocnika, usiadł na ławce, a w pierwszym składzie znalazł się Conor Gallagher. Portugalczyk wszedł na boisko dopiero na siedem minut przed końcem regulaminowego czasu gry, a mecz zakończył się wynikiem 0:0.

W tygodniu pojawiały się sygnały, że jeden z ważnych zawodników nabawił się urazu, więc część kibiców uznała, że Fernandes po prostu nie był w pełni gotowy. Oficjalna wersja trenera brzmiała jednak inaczej.

„To jest angielski futbol"

Zapytany, czy chodziło o decyzję taktyczną, czy o stan zdrowia Portugalczyka, De Zerbi odpowiedział, że ma dość doświadczenia, by wiedzieć, czym jest ten stadion. Dodał, że Gallagher lepiej zna tego typu spotkania, a Fernandes jest jednym z najlepszych piłkarzy, jakich miał w Tottenhamie — tyle że dysponuje szeroką kadrą i musi szukać równowagi w wyjściowej jedenastce.

Problem w tym, że argument o oswojeniu z angielską piłką akurat w przypadku Fernandesa nie działa. 22-latek spędził w Premier League dwa ostatnie sezony i doskonale wie, na czym polega gra w tej lidze. Co więcej, na City Ground radził sobie dobrze: w sierpniu 2025 roku rozegrał 82 minuty w wygranym meczu West Hamu z Forest, a rok wcześniej zaliczył asystę przy zwycięstwie Southampton.

Tłok w środku pola

Sytuacja Fernandesa jest o tyle niewygodna, że mimo wydania 185 mln funtów na nowych pomocników najlepszym zawodnikiem tej formacji pozostaje Rodrigo Bentancur. Urugwajczyk ma pewne miejsce w pivocie, obok niego gra Tonali, więc Portugalczyk musi szukać przestrzeni wyżej.

A przeciwko ustawionemu na piątkę obrońców Forest właśnie takiego piłkarza brakowało. Fernandes mógł schodzić niżej po piłkę, wychodzić z nią do przodu i tworzyć przewagę liczebną w środku. Tottenham miał 59 procent posiadania i wciąż męczył się z kreowaniem sytuacji, co jest bolączką pierwszych tygodni sezonu.

Gallagher ma swoje atuty, ale sprawdza się głównie w meczach, w których Spurs nie kontrolują piłki. Tutaj było odwrotnie. Możliwe, że zdecydowały czynniki, o których nie wiemy — na przykład forma fizyczna Portugalczyka. Skoro jednak jedyne, co mamy, to słowa trenera, trudno uznać jego uzasadnienie za przekonujące.