Barometr napisał(a):
Z postu na post znajdujesz kolejne usprawiedliwienie dla kiboli Legii, więc co to jest jak nie - wzięcie ich w obronę?

halabala napisał(a):
Ja tak sobie śledzę dyskusję, swoją drogą dość ciekawą, no i przewijająca się ta nieszczęsna Lechia. Żeby nie było, Arka ani mnie grzeje ani ziębi (raz prawie bym dostał od ich kretyńskich kibiców za to, że miałem na sobie koszulkę reprezentacji Irlandii - na szczęście, mimo upojenia alkoholowego, udało mi się im wytłumaczyć, że to koszulka Irlandii, a nie Lechii i że noszę ją bez podtekstów). Ale z tymi nieszczęsnymi betonami jako przykładem cnót wszelakich to zgodzić się nie mogą absolutnie. Ok, za komuny przywiązanie do solidarności może i tak, ale współcześnie? Gdy Lechia wspinała się do "ekstraklasy", bodajże na poziomie 3. ligi rywalizowała z Elaną - byłem nawet na meczu, oczywiście zakończonym zadymami i ganianiem się debili po stadionie), ale w jaki sposób Lechia wywalczyła wtedy awans? Jej "kibice" zastraszali większość klubów zadymami i te...wnioskowały o rozgrywanie swoich meczów domowych z Lechia w Gdańsku - woląc stratę 3 punktów, niż straty związane z rozwalonym stadionem.
Zresztą dyskusja o wyższości lub nie "kibiców" Legii czy innych klubów jest trochę bez sensu. Wiadomo, że stolica to największe miasto, więc automatycznie zdecydowanie więcej motłochu, zarówno lokalnego, jak i napływowego. No i wiadomo, że wchodzi tu syndrom oblężonej twierdzy, bo przecież stolica, klub patronacki wojska (Gan, trochę obciach, gdy w stopce masz litery CWKS - przecież to nazwa nadana Legii (i innym klubom wojskowym z dawnego bloku wschodniego) z dekretu Stalina, kalka językowa rosyjskiego "CSKA", nie wstyd tego używać?). Zmierzam natomiast do tego, że w każdym mieście są debile, skala może mniejsza, ale niestety - stolica rządzi się swoimi prawami. Zresztą, Kraków niewiele od tego odbiega, ale tu według mnie przyczyną jest schamienie tego miasta przez utworzenie przez komunistów Nowej Huty i napływ do Krakowa "elementu chłopsko-robotniczego" (bez urazy dla ludzi pochodzących z tego środowiska, ale kibolstwo zdecydowanie rzadziej wywodzi się z domów inteligenckich). Spójrzcie nawet na taką (sportową) pipidówę jak Toruń - od zawsze tłuką się tu kibice Elany i Apatora. Tak tak, kibice piłki nożnej i żużla. To dopiero jest idiotyzm. Choć jak przychodzi co do czego, to łączą się i wspólnie leją tyfusów, którzy u siebie mają zresztą to samo, bo Zawisza i Polonia też, delikatnie mówiąc, nie pałają do siebie sympatią. Warszawa zatem nie jest wyjątkiem, bardziej to efekt skali
Potraktuj Baro odpowiedź Halabaly jako moją. Jemu też zarzucisz tłumaczenie tych bandytów czy może jednak jedynie zarysowanie, skąd bierze się skala problemu?!
MARCUS napisał(a):
ale z drugiej strony Warszawa to jest za powazne miasto, żeby po równo przyciągało wszystkich. (...)Tak samo nie ma sensu gdybanie co by było czy byłaby II WŚ jakby po pierwszej inaczej potraktowano Niemcy.
Odnoszę tylko tekst o "przyciąganiu" do wtrącenia wątku II WŚ. Jakoś tam w życiu zdarzyło mi się tej historii liznąć i z tego co pamiętam, to inteligencja tego miasta została wymordowana w skali nieporównywalnej z żadnym innym. Po wojnie raczej napłynął do tego miasta element wspomnianej wcześniej klasy robotniczo-chłopskiej (nikomu nie ujmując). Nawet Grzesiuk, najbardziej klasyczny jej przedstawiciel, którego książki i styl uwielbiam. Umówmy się, jego "ferajna" to dawny odpowiednik dzisiejszej ekipy z bramy. Mam nadzieję, że Ty też zrozumiesz, że nie tłumaczę żadnych bandyckich (nie chuligańskich, chuligan wybija piłką szybę w sklepie czy oblewa wiadrami wody laski w Lany Poniedziałek, ci o których mówimy to kryminaliści) zachowań, staram się je jedynie przedstawić w szerszym aspekcie. Moim zdaniem właśnie dlatego nikt sobie z nimi nie może dać rady - przyjmowane są jakieś założenia oparte na wąskim myśleniu, a tu na sprawę trzeba spojrzeć szerzej i problem zrozumieć, jeśli chce się z nim walczyć.
Gan1982 napisał(a):
Ty odczuwasz to inaczej będąc dziennikarzem, myślę że spowodowane jest to ogólną niechęcią kibiców Legii w stosunku do dziennikarzy ( podziękuj redakcji GW za robienie z każdego kibica bandyty ).
Szczerze mówiąc to pierdo***ie jest, nie szukaj wytłumaczeń problemów, których nie ma, bo tylko utwierdzasz Baro w jego przekonaniu. Ja pracuję w Agorze, czasem na mecze chodzę prywatnie, a czasem na prasową. W tym drugim przypadku już przy wejściu nakładam na szyję legitkę prasową i akredytację i jeszcze jakoś nie zdarzyła mi się żadna spina. Baro wciska kit szukając argumentu w miejscu, w którym ciężko jest zweryfikować jego prawdziwość komuś, kto nie znajduje się w tej samej sytuacji