Minął rok od momentu, w którym Daniel Levy przestał być prezesem Tottenhamu — funkcję tę pełnił przez blisko ćwierć wieku. Teraz do tej zmiany odniósł się Mauricio Pochettino, czyli człowiek, który za rządów Levy'ego pracował na ławce Spurs najdłużej ze wszystkich trenerów.
Argentyńczyk, dziś selekcjoner reprezentacji Stanów Zjednoczonych, nie ukrywał, że dostrzega w tym gorzką symetrię. „Myślę, że czuje to samo, co ja, kiedy zostałem zwolniony. Teraz wie, jak to jest" — powiedział Pochettino, cytowany przez Yahoo Sport.
„Budował swój dom przez 25 lat"
Były szkoleniowiec Spurs zaznaczył jednocześnie, że nie ma w tym satysfakcji. Podkreślił, że dla Levy'ego, który przez 25 lat budował klub jak własny dom, rozstanie musiało być bardzo trudne. Relacja tej dwójki przez lata uchodziła za wyjątkowo bliską jak na standardy Premier League — Pochettino prowadził drużynę od 2014 roku do listopada 2019.
Nowe kierownictwo Tottenhamu od początku komunikuje, że klub wchodzi w inną epokę: ma działać inaczej niż za czasów Levy'ego i stawiać wyniki sportowe na pierwszym miejscu.
Nowa polityka transferowa i rekord za Tonalego
Latem te deklaracje przełożyły się na konkretne wydatki. Spurs sięgnęli po zawodników sprawdzonych w Premier League, a przy okazji transferu Sandro Tonalego po raz pierwszy w historii przekroczyli barierę 100 mln funtów za jednego piłkarza.
Za kadencji Pochettino model był zupełnie inny — klub opierał się na młodych, utalentowanych zawodnikach z potencjałem, zamiast rywalizować z najbogatszymi o gotowe nazwiska. Argentyńczyk przyznaje, że zmiana mu się podoba.
„Cieszę się, że Tottenham ma teraz możliwość wydawania pieniędzy i sprowadzania sprawdzonych zawodników, którzy już grali w Premier League — to dobre dla klubu" — mówił. Dodał, że wciąż czuje się związany ze Spurs i traktuje ich jak swój klub, a sukces cieszyłby go przede wszystkim ze względu na kibiców.