Widzę, że w niektórych przypadkach bardziej właściwe byłoby pytanie o to, któremu klubowi się nie kibicuje.
Jest taka teoria w Anglii, że każdy ma swój klub, a także ekipę drugiego wyboru. Z reguły wygląda to tak, że kibic drużyny z Premier League ma jakąś małą ekipę, z którą sympatyzuje, podobnie pewnie z kibicami z League One czy League Two, którzy trzymają kciuki również za kogoś z PL. To jest zresztą jedna z przyczyn, dlaczego w Anglii nie ma transmisji meczów rozgrywanych w sobotę o 15:00. Dla mnie takim klubem drugiego wyboru był w pewnym momencie Celtic, śledziłem też wyniki Aberdeen z powodu znajomości z kilkoma Szkotami właśnie z Aberdeen, a w Anglii Leyton Orient. To też poniekąd sentyment, bo kiedyś byłem na Brisbane Road gdy Spurs grali mecz przedsezonowy z O's, gdzieś na początku XXI wieku, 2002 czy 2003 rok.
Chciałem natomiast napisać o czymś innym, mianowicie o żużlu. Jako dzieciak z racji (dawnego) miejsca zamieszkania byłem wkręcony w speedway niesamowicie (piłkę nożną mając mówiąc delikatnie w dupie

). Z czasem ten link do żużla w ogóle a Apatora w szczególe zanikł, ale jakiś czas temu przy okazji wizyty w Toruniu zabrałem żonę na mecz Apatora ze Startem Gniezno i kurcze - to jest jak stara miłość - nie rdzewieje. Jak poczułem zapach metanolu, jak spojrzałem na przepiękną toruńską motoarenę (najnowocześniejszy stadion żużlowy na świecie), przypomniałem sobie jak jako gówniarz oglądałem finał DMP z Częstochową w 1996 czy 1997 roku stojąc na płocie oparty o tablicę reklamową, bo nie było gdzie wcisnąć szpilki, finał zresztą przegrany, jak ruszyły motory, jak kibice krzyknęli "toruński, Apator!" to mi się normalnie łza w oku zakręciła i musiałem się cholera mocno powstrzymywać, żeby się nie rozkleić. Kapitalna sprawa. Dlatego ten weekend dla mnie to nie był mecz reprezentacji Polski z Czarnogórą (oglądałem, żeby nie było), tylko wygrane Grand Prix przez Jarka Hampela, trzecie miejsce Tomka Golloba, a w niedzielę kapitalne emocje w półfinale mistrzostw Polski. Tydzień temu Apator wygrał u siebie z Częstochową 49:41 i bronił zaliczki. Pierwszy mecz dramatyczny - jeden z częstochowskich Rosjan wywozi w pierwszym biegu jednego z liderów Apatora Miedzińskiego w bandę, ten ledwo zdążył zamknąć manetkę gazu i uniknął upadku, parę biegów później sytuacja się odwraca - to Miedziak wiezie lidera Włókniarza, Emila Sajfutdinowa do bandy, Rosjanin nie odpuszcza, próbuję się wcisnąć, zahacza hakiem w bandę i upada, jadący tuż za nim zawodnik przejeżdza po nim - dramat. Diagnoza - złamana ręka i problemy z nogą. Żeby było bardziej dramatycznie - Rosjanin walczy(ł)o mistrzostwo świata - po 7 z 10 turniejów tracił tylko kilka punktów do Taja Woffindena. Teraz w ułamku sekundy traci szansę na IMŚ i w dodatku osłabia zespół. Cóż, taki sport.
Przed rewanżem emocje ogromne - kibice i działacze Włókniarza oskarżają Toruń o nadmiernie ostrą jazdę, sędziów o sprzyjanie Apatorowi, generalnie zapowiada się gorąca walka. Obie drużyny korzystają z tak zwanej "zetzetki" czyli zastępstwa zawodnika - w przypadku kontuzji jednego z dwóch najlepszych zawodników w zespole (na podstawie średniej punktów na bieg), zespół może takiego zawodnika wstawić do składu i w czterech regulaminowych wyścigach tego zawodnika zastępować go pozostałymi zawodnikami ze składu. Częstochowa ma ZZ za Sajfutdinowa, Toruń za kontuzjowanego od dłuższego czasu aktualnego mistrza świata - Chrisa Holdera. W 3. czy 4. biegu kolejna kontrowersja - Apator jedzie na 5:1, jadący na ostatnim miejscu zawodnik Częstochowy w sposób ewidentnie specjalny przewraca się na tor i leży, chcąc wymusić powtórkę wyścigu. Kiedyś to była plaga - teraz sędzia ma narzędzie do walki z takim cwaniactwem - czerwona kartka i wykluczenie zawodnika do końca zawodów, w biegach z jego udziałem pojedzie tylko trzech żużlowców. Przez pierwsze 13. wyścigów walka jest łeb w łeb i przed nominowanymi 39:39. Oznacza to, że Apatorowi potrzeba dwóch punktów do awansu do finału. Czyli gospodarze w dwóch ostatnich wyścigach musza wygrać dwa razy po 5:1 (czyli przyjechać na 1. i 2. miejscu), żeby awansować.
Biegi 14. i 15. są biegami nominowanymi - trenerzy wyznaczają najlepszych zawodników i ustalają, który pojedzie z którego toru. W biegu 14. jeden z częstochowian prowadzi, ale na 2. i 3. miejscu jadą torunianie. Remis 3:3 dawałby finał Apatorowi, ale jadący na 4. miejscu Grigorij Łaguta zaczyna wyczyniać cuda na motorze i na prostej startowej trzeciego okrążenia wspaniałym atakiem wciska się między jadących parą torunian i Włókniarz wygrywa 5:1. Kibice szaleją, emocje sięgają zenitu. Jednak w biegu 15. dla Apatora jadą niepokonany tego dnia Darcy Ward i doświadczony Tomek Gollob. Spod taśmy zdecydowanie najlepiej wychodzi Darcy, Gollob jest trzeci, atakuje go wściekle Norweg z polskim paszportem Rune Holta i na 2. czy 3. okrążeniu wjeżdza tuż przed Golloba, ten zamyka gaz, ale motocykl nie reaguje i Gollob taranuje Holtę. Zawodnicy leżą - nikomu nic się nie stało, ale Gollob wykluczony i Ward będzie jechał na dwóch rywali. Jedyną szansą dla niego jest wygrany start - niestety równo z nim wychodzi spod taśmy Duńczyk Jensen, pilnuje Warda przy krawężniku, a po zewnętrznej na prowadzenie wychodzi Holta. Ward próbuje wyprzedzić Jensena, ale wpada w koleinę i traci dystans. Kibice szaleją, ja nie mogę uwierzyć w to, co widzę. I wtedy staje się cud pod Jasną Górą - na trzecim okrążeniu Holcie defektuje silnik motocykla. Norweg nie ukończył wyścigu, Toruń w finale.
Jeśli po przeczytaniu tego opisu macie ochotę zobaczyć, o co w tym biega - zapraszam w niedzielę o 18:30 do kanału nSport na pierwszy mecz finałowy z toruńskiej Motoareny. Tydzień później o tej samej porze rewanż w Zielonej Górze. Faworytem Falubaz, ale wszystko może się zdarzyć. Warto również spojrzeć na Speedway Grand Prix w Canal Plus. Chyba 21 września transmisja ze Sztokholmu (sobota g. 19), a 5 października ostatnie zawody z Torunia - tam będę miał okazję być na stadionie. A jeśli macie w swoim mieście klub żużlowy - polecam wybrać się na stadion chociaż raz. Ja teraz trzymam kciuki za gdańskie Wybrzeże walczące o awans do elity - jeśli im się powiedzie, będzie okazja wybrać się na mecz Apatora w 3city
Kilka powodów aby wybrać Enea Ekstraligę zamiast piłkarskiej "ekstraklasy"
- jedyna dyscyplina sportu, w której polska liga jest najlepsza na świecie (specifiką żużla jest to, że zawodnicy jeżdzą w kilku ligach - np. polskiej, szwedzkiej i angielskiej). Nasza jest z nich zdecydowanie najmocniejsza
- pełne bezpieczeństwo i niepowtarzalny klimat na stadionie (przy czym są oczywiście sektory szalikowców, śpiewy, pirotechnika etc.)
- jak połknie się bakcyla, to zostaje w człowieku na zawsze
- emocje są niepowtarzalne
P.S. Żonie też się podobało mimo, że Apator rozjechał Start i emocji na dystansie prawie nie było. Na SGP też jedzie ze mną
