Tottenham zamierza w styczniu wzmocnić atak. Według Football Insider klub szuka sprawdzonego na najwyższym poziomie napastnika — takiego, który wejdzie do składu i zacznie strzelać od razu. Problem w tym, że transfer nie dojdzie do skutku bez wcześniejszych odejść, bo to sprzedaże mają sfinansować cały ruch.
Powód jest oczywisty: dwa gole w pięciu kolejkach. To najsłabsze otwarcie sezonu Spurs pod tym względem od trzech lat, a w tabeli oznacza dwudzieste miejsce, dwa punkty i bilans bramek minus sześć.
Blisko 400 mln funtów i zero goli nowych napastników
Bolesne jest to, że latem Tottenham wydał 394 mln funtów, a sporą część tej kwoty przeznaczył właśnie na ofensywę. Sávio kosztował 85 mln funtów i wciąż nie trafił do siatki. Omar Marmoush przyszedł początkowo na wypożyczenie z obowiązkiem wykupu za 60 mln funtów — i również nie ma jeszcze gola.
Po stronie przychodów klub zainkasował 254,8 mln funtów, więc bilans wydatków netto zamknął się kwotą 139,2 mln funtów. Z drużyny odeszli między innymi Cristian Romero, Djed Spence, Pape Matar Sarr i Radu Drăgușin.
Richarlison poza kadrą
Najlepszy strzelec Spurs z poprzedniego sezonu w ogóle nie pomaga. Richarlison został odsunięty od drużyny i nie znalazł się w kadrze na Premier League po tym, jak poprosił o transfer, ale nie znalazł nowego klubu. Efekt: Tottenham ma jeszcze mniej opcji z przodu, niż wynikałoby z letnich wydatków.
Roberto De Zerbi z pewnością nie na taki początek liczył po takim lecie. Spurs kreują sytuacje, brakuje im natomiast kogoś, kto je regularnie wykorzystuje.
Kibice wskazywali Osimhena
Już latem część kibiców domagała się sprowadzenia Victora Osimhena. Nigeryjczyk zdobył w poprzednim sezonie 22 gole we wszystkich rozgrywkach — więcej niż którykolwiek z obecnych ofensywnych zawodników Tottenhamu — a obecny sezon rozpoczął od sześciu trafień w czterech ligowych meczach.
To właśnie profil, którego Spurs szukają. Od odejścia Harry'ego Kane'a, który brał na siebie ciężar zdobywania bramek, klub spadł zarówno w tabeli, jak i w statystykach strzeleckich. Styczeń ma być próbą naprawienia tego błędu — o ile uda się wcześniej kogoś sprzedać.