Tottenham po trzech kolejkach ma na koncie jeden punkt i zajmuje 18. miejsce w tabeli z bilansem bramkowym -5. Ostatni występ — bezbramkowy remis na City Ground z Nottingham Forest — przerwał serię porażek, ale nie zmienił najbardziej kłopotliwej statystyki: drużyna wciąż nie zdobyła gola w sześciu przegranych i rozegranych połowach tego sezonu.
W sobotę 12 września o 18:30 na Tottenham Hotspur Stadium rywalem będzie Everton. To druga z dwóch domowych potyczek pod rząd, a poprzednia — przegrana z Newcastle przed własną publicznością — dobrze pokazała, gdzie zespół Roberta De Zerbiego ma problem.
Superkomputer: 43,8 proc. dla gospodarzy
Według superkomputera Opty Tottenham jest wyraźnym faworytem — szanse na trzy punkty oszacowano na 43,8 proc. Everton, który wciąż czeka na pierwsze wyjazdowe zwycięstwo w tym sezonie, dostał 29,5 proc., a remis wyceniono na 26,7 proc.
Ekipa Davida Moyesa przyjeżdża do N17 jako rywal, którego na papierze da się ograć. Kibice będą jednak oczekiwać przede wszystkim widocznej poprawy w ofensywie, bo dotychczasowe mecze nie dały żadnego argumentu, że gole przyjdą same.
Maddison wraca, trzech nadal poza grą
Najlepsza wiadomość przed sobotą dotyczy Jamesa Maddisona. Według doniesień 29-latek, który opuścił dwa ostatnie spotkania z powodu urazu barku, ma być dostępny na mecz z Evertonem. Poza kadrą pozostają natomiast Dejan Kulusevski, Xavi Simons i Wilson Odobert.
Brak kreacji w środku pola był w pierwszych kolejkach widoczny gołym okiem, więc pytanie o skład sprowadza się do tego, czy w miejsce Conora Gallaghera wejdzie Maddison, czy Mateus Fernandes. Bilans Gallaghera z dwóch występów mówi sam za siebie: 90 proc. celnych podań i pięć odbiorów, ale zero kluczowych podań i zero strzałów w światło bramki przy średniej ocenie 6,45.