Tottenham szykuje się do zmiany sponsora głównego. Według doniesień wieloletnia współpraca z AIA nie zostanie przedłużona w dotychczasowej formie — od sezonu 2027/28 azjatycka firma ma przenieść się na stroje treningowe. To oznacza, że klub musi znaleźć nowego partnera na front koszulki, a moment nie jest najlepszy.
Spurs są bowiem bez zwycięstwa po sześciu kolejkach Premier League. W tabeli zajmują 19. miejsce z trzema punktami i bilansem bramkowym minus sześć. Po dwóch sezonach zakończonych na 17. pozycji trudno mówić o poprawie wizerunku, który sprzedaje się sponsorom.
Sidiz już odszedł
Jednego partnera Tottenham stracił w tym sezonie. Południowokoreańska firma meblarska Sidiz skorzystała z klauzuli o wcześniejszym rozwiązaniu umowy i zakończyła współpracę z końcem października. Pierwotnie kontrakt miał obowiązywać do 2028 roku.
Keith Wyness, były dyrektor wykonawczy Evertonu, w rozmowie z Football Insider ocenił, że klub może nie dostać tego, na co liczył. Jego zdaniem Tottenham chciałby wskoczyć z obecnego poziomu na około 50 mln funtów rocznie — dla porównania Liverpool ma dostać od Turkish Airlines 60 mln funtów za sezon.
Różnica rzędu 75 mln funtów
Wyness przewiduje, że realna kwota może zatrzymać się bliżej 35 mln funtów rocznie. „W skali pięciu lat mówimy o różnicy rzędu 75 mln funtów" — stwierdził, dodając, że szczyt przychodowej maszyny Tottenhamu może już zaczynać się osuwać.
Według byłego dyrektora Evertonu warunkiem odwrócenia tego trendu jest wyraźna poprawa wyników jeszcze przed świętami. Jeśli Spurs do Bożego Narodzenia wrócą do walki o europejskie puchary, negocjacje będą wyglądać zupełnie inaczej. Wyness nie ukrywa jednak, że wymagałoby to od Roberto De Zerbiego czegoś na kształt cudu.
Zarząd nadal za De Zerbim
Mimo fatalnego startu w klubie nie ma paniki. Fabrizio Romano informuje, że Włoch wciąż ma zaufanie zarządu Tottenhamu, który wierzy, że jest w stanie odwrócić sytuację na boisku.
Argumentem na rzecz cierpliwości są same występy — gra Spurs wygląda lepiej niż rezultaty, które przynosi. Problemem pozostaje skuteczność w ostatniej trzeciej części boiska i to od jej poprawy zależy, czy drużyna oderwie się od dna tabeli. A od tego, jak pokazuje prognoza Wynessa, zależy też to, ile klub zarobi na koszulkach.