Tottenham ma problem, którego nie widać w tabeli, ale który potrafi kosztować punkty. Wszystkie trzy pierwsze składy De Zerbiego w tym sezonie Premier League wyciekły do mediów społecznościowych na 24 godziny przed meczem. To oznacza, że rywale mieli komfort przygotowania się do konkretnej jedenastki, a nie do kilku wariantów.

W klubie na razie nie robi się z tego wielkiej sprawy publicznie, ale w środowisku dziennikarskim temat zaczyna żyć własnym życiem. Korespondent football.london Alasdair Gold w podcaście „Talking Tottenham" mówił, że skład krąży dzień przed meczem po WhatsAppie, forach i mediach społecznościowych, i że nie jest to dobra rzecz.

Sprawa, która wraca od lat

To nie pierwszy raz. W kwietniu poprzedniego roku z podobnym problemem mierzył się Ange Postecoglou, choć wtedy chodziło o coś poważniejszego — z Hotspur Way wypływały szczegółowe informacje medyczne o zawodnikach i ich urazach. Australijczyk mówił o tym otwarcie i długo, a ostatecznie potwierdził, że klub zawęził krąg podejrzeń.

Gold zwraca uwagę, że źródeł może być wiele i żadnego nie da się dziś wskazać. Rozmowa piłkarza z rodziną czy agentem, sfrustrowany zawodnik, który nie znalazł się w jedenastce — przy klubie tej wielkości ludzi z dostępem do informacji jest po prostu bardzo dużo.

Pół procenta, którego nie można oddawać

Argument jest prosty: nawet jeśli przewaga rywala wynosi pół procenta, nie ma powodu, by mu ją oddawać. W futbolu na tym poziomie element niepewności co do składu przeciwnika ma wartość, a wyciek go likwiduje.

W tym kontekście pikanterii dodają słowa Olivera Glasnera, który przed starciem z Tottenhamem stwierdził, że przygotowanie się do zespołu De Zerbiego jest łatwe. Spurs zremisowali z Nottingham Forest 0:0 w trzeciej kolejce, więc trener gospodarzy miał sporo racji co do tego, jak trudno było ich drużynie coś ugrać z tego meczu — w obie strony.

Gold zastanawiał się też, czy sztab mógłby trenować w błędnym ustawieniu, żeby zmylić informatora, ale sam odpowiada na to sceptycznie: to strata cennego czasu treningowego. Jego zdaniem właściwą drogą jest znalezienie źródła, nie kombinowanie wokół niego.

Dziennikarz spodziewa się, że temat wypłynie na konferencji prasowej. Za czasów Postecoglou historia z „kretem" była dla mediów wdzięcznym materiałem, ale klub od tego czasu bardzo się zmienił i pracuje w nim wiele nowych osób. Jedno pozostaje takie samo: lukę trzeba zatkać.