Kapitan reprezentacji Anglii miał pojawić się dziś w ośrodku treningowym Tottenhamu Hotspur, jednakże tak się nie stało. Czym spowodowana jest taka decyzja Anglika?
Pierwsze o całym zdarzeniu napisało SkySports, czyli gazeta, która nigdy nie była zbytnio przychylna drużynie z Północnego Londynu. W artykule mogliśmy przeczytać, że Kane nie pojawił się na treningu, ponieważ chce wymusić transfer do Manchesteru City, chociaż miał przyjechać na testy na COVID, a nie trening.
Plotka została bardzo szybko zdementowana przez różne źródła, które mówiły o tym, że nie przyjechał, bo nie miał ważnego testu na obecność koronawirusa.
Dosłownie 5 minut po opublikowaniu dementacji okazało się, że ... to te dementacje są fałszywe! Pierwszy słowa SkySports potwierdził Fabrizio Romano, a potem poszła już wielka fala od The Telegraph, The Athletic, Daily Mail, Daily Mirror etc.
Redakcja GOAL próbowała się skontaktować z samym Tottenhamem, który odpowiedział im, że sprawy nie komentuje.
Największy cios nadszedł jednak godzine po tych informacjach, ponieważ Alasdair Gold, czyli zaufany i jeden z najlepiej poinformowanych osób w klubie przekazał, że owszem - Kane strajkuje i chce odejść.
Napastnik miał rzekomo dostać słowo (w social mediach jest to nazywane dżentelmeńską umową) od Daniela Levy'ego, który miał mu pozwolić odejść po sezonie.
W mediach społecznościowych pojawiło się wiele komentarzy od kibiców, a bardzo duża część z nich nie była zbyt przychylna zawodnikowi jak i jego bratu, który jest również agentem Harry'ego.
Sytuacja na ten moment się nie zmieniła - Tottenham zaakceptuje za vice-kapitana ofertę, która będzie opiewać na 150 milionów euro +, a nie 100, które pierwotnie Obywatele zaproponowali.
Klub jest wściekły na zawodnika, ale według wspomnianego Alasdaira Golda to tylko zwiększa ich determinację do zatrzymania w klubie najlepszego strzelca i asystenta zeszłego sezonu.