Według doniesień El Nacional Tottenham przymierza się do styczniowego ataku na Juliana Alvareza. Hiszpański portal pisze o kwocie 113 mln funtów, które miałyby trafić do Atletico Madryt za Argentyńczyka — to oznaczałoby pobicie klubowego rekordu transferowego, i to kilka miesięcy po kosztownym letnim oknie.
Najciekawszy element tej układanki to rzekomy haczyk w kontrakcie. Spurs mieliby zgodzić się na wpisanie klauzuli pozwalającej Alvarezowi odejść w przyszłości do Barcelony. Sens takiego zapisu jest prosty: Atletico otwarcie komunikuje, że nie sprzeda 26-latka do ligowego rywala — latem odrzuciło ofertę Realu Madryt — więc Tottenham pełniłby rolę przystanku w drodze na Camp Nou.
Dlaczego dziewiątka stała się tematem numer jeden
Problem z numerem dziewięć w drużynie Roberto De Zerbiego nie jest wymysłem mediów. Richarlison, najlepszy strzelec poprzedniego sezonu, nie został zgłoszony do kadry na Premier League, a Omar Marmoush po transferze do N17 wciąż nie wszedł w rytm. Od tygodni pojawiają się informacje, że Spurs szukają na rynku napastnika na styczeń.
Sytuacja w tabeli dodatkowo podkręca temat. Po pięciu kolejkach Tottenham zajmuje 20. miejsce z dorobkiem 2 punktów i bilansem bramek -6. To kontekst, w którym każdy sygnał o wzmocnieniu ataku rozchodzi się błyskawicznie.
Dwa powody, dla których to mało realne
Pierwszy jest sportowy. Alvarez raczej nie będzie poważnie rozważał przeprowadzki do klubu spoza Ligi Mistrzów, a przy obecnej pozycji Spurs w tabeli rozmowa o europejskich pucharach na przyszły sezon jest mocno przedwczesna. Arsenal, który próbował sprowadzić Argentyńczyka latem, też obserwuje jego sytuację — i również musiałby pogodzić się z rolą przystanku przed Barceloną.
Drugi powód to pieniądze. Dyrektor generalny Tottenhamu Vinai Venkatesham mówił wprost, że finansowe regulacje Premier League ograniczyły letnie wydatki klubu. Trudno zakładać, że po takim oknie transferowym Spurs będą w stanie w styczniu znów pobić rekord transferowy.
Można oczywiście budować argumentację, że Tottenham sprowadza Alvareza z gotowym planem sprzedaży do Barcelony za rok i zarobku na całej operacji. Tyle że takie myślenie na krótką metę niewiele zmienia w kwestii problemów kadrowych, z którymi De Zerbi mierzy się tu i teraz. Na razie to doniesienie medialne z hiszpańskiego rynku, nie negocjacje.