Tottenham Hotspur 2:0 Crystal Palace | Premier League, 9. kolejka | Tottenham Hotspur Stadium

Siedem tygodni temu Tottenham oddał w meczu z Evertonem dwa celne strzały i usłyszał z trybun sarkastyczne brawa. W sobotę wieczorem oddał trzydzieści cztery strzały, wymusił dwadzieścia rzutów rożnych i ustanowił rekord Premier League.

Dwa gole też padły — oba po rożnych. Symetria niemal zbyt ładna, żeby była przypadkowa.

Spurs wygrali trzeci mecz ligowy z rzędu, czego nie udało im się od lutego 2025 roku, i awansowali na ósme miejsce w tabeli. Crystal Palace przegrało trzeci raz pod rząd i spadło do strefy spadkowej.

Trzynasta minuta rozstrzygnęła wszystko

Mecz skończył się, zanim zdążył się zacząć. W trzynastej minucie Jean-Philippe Mateta wszedł w wślizg wyprostowaną nogą, trafiając w Micky'ego van de Vena. Michael Oliver pokazał najpierw żółtą kartkę, ale po interwencji VAR i obejrzeniu powtórek zmienił decyzję na czerwoną za poważny faul.

Palace straciło napastnika, który w tym sezonie był ich głównym punktem odniesienia w ataku, i zostało z dziesiątką na blisko osiemdziesiąt minut. Francuz pauzuje w kolejnych trzech ligowych spotkaniach — z Liverpoolem, Coventry i Hull.

Dwanaście minut później było już 1:0. Mohammed Kudus dośrodkował z rożnego, a Archie Gray — nominalny pomocnik grający tego wieczoru w obronie — wyszedł najwyżej i uderzył głową.

Statystyka, która wygląda jak błąd

Druga połowa zamieniła się w oblężenie jednej bramki. Tottenham miał siedemdziesiąt dziewięć procent posiadania piłki. Palace oddało w całym meczu dwa strzały, z czego jeden celny, i nie wymusiło ani jednego rzutu rożnego. Sky Sports podało, że dwadzieścia jeden procent posiadania to najniższy wynik zanotowany w historii Premier League.

Gospodarze z kolei pobili rekord rozgrywek pod względem liczby rzutów rożnych w jednym meczu: dwadzieścia, o jeden więcej niż Manchester United w bezbramkowym remisie z Burnley w październiku 2016 roku.

Przez długi czas wyglądało to jak powrót starych demonów — mnóstwo gry, zero efektu. Dean Henderson bronił, obrońcy Palace blokowali, a Kudus zmarnował z bliska dogranie debiutującego osiemnastolatka Luki Williamsa-Barnetta.

Aż do siedemdziesiątej trzeciej minuty. Jan-Paul van Hecke uderzył po kolejnym rożnym, Henderson wybił piłkę na poprzeczkę, a Holender dopchnął dobitkę. Brzydki gol, idealnie pasujący do tego, jak Tottenham wygrywa teraz mecze.

Dwie drużyny, dwa kierunki

Van Hecke po meczu mówił o trenerze w superlatywach i zapowiadał, że to jeszcze nie wszystko, na co ten zespół stać. Łatwo się z tym zgodzić, patrząc na tabelę: z dwóch punktów po pięciu kolejkach i osiemnastego miejsca zrobiło się ósme miejsce i seria trzech zwycięstw.

Pierre Sage ma problem odwrotny. Po trzeciej porażce z rzędu Francuz wziął winę na siebie i zapowiedział, że sam poprowadzi najbliższe treningi. Nigdy się nie poddam — powiedział. Chris Reidy ze Sky Sports zwrócił uwagę, że słabość przy stałych fragmentach gry to problem, który w klubie sygnalizowano już wcześniej. W sobotę kosztowała oba gole.

Palace jest w strefie spadkowej, a w następnej kolejce podejmuje Liverpool — bez Matety.

Siedem tygodni temu na tym samym stadionie kibice gości śpiewali Robertowi De Zerbiemu, że rano zostanie zwolniony. W sobotę nikt nic nie śpiewał. Trenerem, który liczy mecze do końca, jest już ktoś inny.


Bramki: Gray 25', van Hecke 73' Czerwona kartka: Mateta 13' (Crystal Palace)

Tottenham: Kinsky – Gray, van Hecke, van de Ven, Robertson – Fernandes, Tonali – Kudus, Marmoush, Tel – Solanke Crystal Palace: Henderson – Richards, Disasi, Canvot – Mingueza, Wharton, Kamada, Mitchell – McNeil, Pino – Mateta