Po poniedziałkowej wygranej 3:1 z Coventry City na Tottenham Hotspur Stadium Roberto De Zerbi nie udawał, że jego drużyna zagrała najlepsze spotkanie w sezonie. Szkoleniowiec wskazał mecze z Manchesterem United, Aston Villą, Evertonem i Liverpoolem w Carabao Cup jako lepsze pod względem gry, ale zastrzegł, że tym razem dużą zasługę miał rywal.

„Granie przeciwko drużynie, która broni się tak blisko siebie, tak zwarcie, niskim blokiem, to zawsze bardzo trudny mecz" – powiedział De Zerbi. Włoch przyznał, że zwłaszcza w pierwszej połowie Tottenham za wolno przenosił piłkę i był zbyt przewidywalny.

Dlaczego trójka obrońców

Ustawienie z trzema zawodnikami w linii obrony De Zerbi tłumaczył przede wszystkim sytuacją kadrową w środku pola. Conor Gallagher wrócił do zajęć dwa dni przed meczem i na początku tygodnia sztab medyczny sugerował, że może nie być gotowy, Lucas Bergvall był kontuzjowany, a Mateus Fernandes trenował w Marbelli tylko przez dwa ostatnie dni z powodu narodzin syna.

Efekt ocenił jednoznacznie: Coventry, którego styl gry opiera się według niego w 80 procentach na kontratakach, nie wyprowadziło ani jednej groźnej akcji z kontry i oddało jeden celny strzał. „Wiedziałem przed meczem i tak przygotowałem spotkanie, mówiąc zawodnikom, że to będzie być może najtrudniejszy mecz" – dodał.

Włoch opisał też role w środku pola: Sandro Tonali jako jedyny klasyczny pomocnik, a przed nim trzech zawodników między liniami – Marmoush bardziej jako napastnik, Maddison jako łącznik z obrońcami, Archie Gray z zadaniem wychodzenia na zewnątrz i do środka przy Kudusie. Dwóch z tej trójki trafiło do siatki. Chwalił też Robertsona na skrzydle w pierwszej połowie, Kudusa po przerwie i drugą połowę w wykonaniu Solanke. Zapytany o ewentualny uraz Szkota, uciął: żadnych kontuzji, nic poważnego.

Maddison, Kulusevski i tydzień w Marbelli

O dwóch wracających po przerwie zawodnikach mówił krótko. „To inni zawodnicy. Inny talent, inne doświadczenie, inna osobowość. Z nimi w szatni atmosfera jest inna" – ocenił. Wejście Kulusevskiego na ostatnie minuty tłumaczył wprost: zrobił to dla kibiców, którzy czekali na Szweda i których wsparcie było potrzebne w doliczonym czasie gry.

Efektu wyjazdu do Marbelli nie chciał przeceniać. Ważniejsze według niego było zebranie przed wyjazdem na Old Trafford, gdzie drużyna rozmawiała o swojej sytuacji i odpowiedzialności. Jako dowód reakcji wskazał remis 1:1 z Manchesterem United, wywalczony w dziesiątkę po straconej bramce, i poniedziałkowe odrobienie straty.

Pytany o to, co dalej, trener nie wychodził poza najbliższe zadanie. Chce, by zespół zachował tę samą postawę i jedność, a jednocześnie grał lepiej, bo – jak podkreślił – stać go na to.