Wydarte zwycięstwo w samej końcówce

28 sierpnia 2017, 13:16, Przemysław Grudzień Recenzja meczu
Wydarte zwycięstwo w samej końcówce

Tottenham zremisował swój mecz w ramach 3 kolejki Premier League z drużyną Burnley 1:1 i wciąż pozostaje bez zwycięstwa przed własną publicznością.

Spotkanie niespodziewanie rozpoczęło się od ofensywnych prób zespołu Burnley. Najpierw w siódmej minucie Brady mógł zaskoczyć Llorisa dośrodkowaniem, które ku zaskoczeniu wszystkich okazało się groźnym strzałem i sprawiło francuskiemu bramkarzowi niemały kłopot, a niedługo później, w 26 minucie groźnie główkował Mee, jednak piłka minęła bramkę nad poprzeczką.

Pierwsza połowa nie przyniosła wiele emocji. Sytuacji bramkowych było jak na lekarstwo, a gra przypominała raczej piłkarskie szachy. Obie drużyny udały się do szatni przy bezbramkowym remisie.

Druga połowa była zdecydowanie ciekawsza, drużyna Tottenhamu nabrała więcej ochoty do gry i przyniosło to efekt w postaci bramki już w 49 minucie, kiedy to po dużym zamieszaniu w polu karnym po rzucie rożnym najlepszą orientacją wykazał się Alli, który na raty trafił do bramki z bliskiej odległości.

W 71 minucie do głosu doszli podopieczni Dyche’a, po raz kolejny z dobrej strony pokazał się Brady, który mocnym strzałem ze skraju pola karnego uderzył na bramkę kogutów, Lloris sparował uderzenie na rzut rożny.

Piłkarze Tottenhamu szybko zareagowali i ruszyli z błyskawiczną odpowiedzią, swoją szansę na zdobycie bramki dostał Kane, lecz jego płaski strzał zdołał obronić Heaton.
6 minut później w sytuacji sam na sam z bramkarzem znalazł się ponownie angielski superstrzelec, jednak górą w tym pojedynku okazał się bramkarz gości. Chwilę później uderzał jeszcze Alli, ale jego strzał również wybronił dobrze dysponowany tego dnia Heaton.

Drużyna Burnley nie zrezygnowała i próbowała zaskoczyć drużynę Tottenhamu i wyrównać. W 83 minucie skórę kogutom uratował Lloris, który zdecydowanym wyjściem przed pole karne zapobiegł groźnej sytuacji w której mógł znaleźć się Wood.

W następnych minutach kapitan Tottenhamu był zmuszony do kolejnych dwóch interwencji przy strzałach Wood’a oraz Barnes’a, z których na szczęście dla Spurs udało się wyjść obronną ręką.

“The Clarets” dopięli swego w 92 minucie spotkania. Doskonałe podanie z głębi pola przeszywające całą linie obrony skutecznie na bramkę zamienił Wood, który nie dał żadnych szans Llorisowi, uderzając tuż przy samym słupku.

Do rozstrzygnięcia losów spotkania na swoją korzyść przez którąś z drużyn zabrakło już czasu. Główny arbiter spotkania Lee Mason zakończył spotkanie. Mecz zakończył się remisem 1:1.

 

Tottenham 1:1 Burnley
(49' Alli) - (90+2' Wood)


Tottenham Hotspur:
Lloris, Dier, Alderweireld, Vertonghen, Trippier, Dembele, Davies, Alli, Eriksen, Son, Kane.
Burnley FC:
Heaton, Lowton, Tarkowski, Mee, Ward, Cork, Defour, Gudmundsso, Brady, Arfield, Vokes.
Żółte kartki: -
Sędzia główny:
Lee Mason
Frekwencja kibiców:
67,862

Źródło: Własne

2 komentarze ODŚWIEŻ

RAFO THFC
28 sierpnia 2017, 21:14
drugi mecz z rzędu, kiedy prawa flanka po KW przypomina lej po bombie ... dostajemy tym sektorem masakryczny łomot - antidotum: Serge Aurier ... jeśli tylko się uda kupić
0
varba
28 sierpnia 2017, 19:41
Myślałem, że z sezonu na sezon będziemy wykazywać się coraz większą dojrzałością mentalną. Nasi piłkarze z wiekiem będą nabierać doświadczenia i takie sytuacje nie będą się zdarzać. Tymczasem frajersko oddajemy wynik w dwóch meczach pod rząd. Brak rywalizacji na kluczowych pozycjach też nie pomaga. Okno tranferowe bardziej przypomina sabotaż naszego sezonu niż planowaną walkę o tytuł. Trippier nadal nie ma poważnego rywala, mimo że Walkera sprzedaliśmy na początku okna. Ciekawe czy jakby walczył o pierwszy skład, to pozwoliłby sobie na taką dekoncentrację, wiedząc, że to go kosztuje miejsce w wyjściowej jedenastce. Kane nigdy nie strzela na początku sezonu, oczywiście nie ma żadnego innego napastnika, który by nas pociągnął. Skoro Poch nie widzi Janssena jako taką postać w drużynie (bo w ogóle go nie wporwadza), to powinien zarządać sprowadzenia kolejnego napastnika, albo przestańmy się oszukwiać, że o coś tu walczymy. Gadać o ambicji, to można do woli. Ambicje pokazuje się na boisku i poza nim przez działanie, a nie gadaniem o co to my nie walczymy. Ja wiem, że ogarniemy sie w październiku i będziemy wyglądać tak jak w poprzednim sezonie, ale tak jak w poprzednim sezonie będzie już za późno, bo któraś z czołowych drużyn będzie miała wystarczającą przewagę, żeby nie dać się nam dogonić. Oby to była jadna drużyna a nie trzy, albo cztery.
2

Tweets

forum dyskusyjne

tabela ligowa

poprzedni mecz następny mecz

kontuzje / pauza

ankieta

zdjęcie tygodia

statystyki

reklama

Zaloguj się

Zapamiętaj mnie Zapomniałeś hasło?

Zarejestruj się