SEBASTIAN SAFIAN
| Czwartek [2008.10.02; 17:39]
Słaba gra podopiecznych Juande Ramosa - 1:1

O godzinie 15:40 czasu polskiego Tottenham w ramach I rundy Pucharu UEFA podejmował Wisłę Kraków. Mecz zakończył się wynikiem 1:1 po samobójczej bramce Arkadiusza Głowackiego oraz trafieniu Pawła Brożka. Piłkarze z White Hart Lane grają dalej w rozgrywkach UEFA Cup.
Tottenham na stadion przy ulicy Reymonta wyszedł w nieco okrojonym składzie. Zabrakło dwóch piłkarzy kupionych tego lata - Romana Pawluczenki oraz Verdana Corluki, bo jak wiadomo nie mogą grać w europejskich Pucharach. Jak Alana Huttona nie było, tak nie ma - piłkarz nadal leczy kontuzje. Na prawej obronie, więc zagrał młody Walijczyk, Chris Gunter. Parę stoperów tworzyli Jonahtan Woodgate i kapitan "Kogutów" - Ledley King. Rolę lewego defensora pełnił również młody Walijczyk, którego występ stał pod znakiem zapytania, Gareth Bale. Na prawej pomocy wyszedł Aaron Lennon, a tuż obok niego Zokora i Jenas, sporą niespodzianką było postawienie Luki Modrić'a jako lewego pomocnika. Duet napastników tworzyli zaś Fraizer Campbell oraz Darren Bent.
Koguty od początku spotkania przejęli inicjatywę chcąc udowodnić jak silną liga jest Premiership, zaś Wiślacy ostrożnie podeszli do meczu oszczędzając siły na później. W czwartej minucie przed szansą stanął Jermaine Jenas, jednakże nie wykorzystał prezentu od sędziego i po jego uderzeniu z rzutu wolnego piłka trafiła w mur. Tuż zaraz akcję akcję na lewej flance stworzył Fraizer Campbell, ale jego dośrodkowanie nie trafiło pod nogi Spurs. Kilka minut później przed podobną sytuacją stanął Aaron Lennon, ale jego "wrzutka" do zupełne nieporozumienie - piłka wyszła na aut. Swoich sił próbował Mistrz Polski, jednakże po podaniu z pola karnego Diaz został złapany na spalonym. Wiślacy poszli za ciosem i chwilę później groźna sytuacja w polu karnym Heurelho Gomesa, ale Cantoro źle złożył się do strzału i bramkarz Spurs nie miał problemów ze złapaniem piłki.
W dwudziestej ósmej minucie niespodziewanie, po zamieszaniu szansę na strzelenie pierwszej bramki w meczu miał Paweł Brożek, choć jego uderzenie bez problemu zostało obronione przez Brazylijczyka. Gdzie jest Wisła? Z kim gramy? To jest Mistrz Polski? Czy to na pewno oni wygrali z Barceloną? Takie pytania mogło sobie zadawać po trzydziestu minutach spotkania. Krakowianie nie potrafili wymienić przynajmniej czterech celnych podań, nie mówiąc o skonstruowaniu jakiejkolwiek akcji - jak widać krótkie, mądre krycie Tottenhamu skutkowało. W trzydziestej trzeciej minucie żółty kartonik otrzymał Woodgate, za atak na golkiperze, gdy ten próbował wybić futbolówkę. Na pięć minut przed końcem pierwszej połowy, ze środka boiska od Modricia podanie otrzymał na lewą stronę Gareth Bale, jednakże jego dośrodkowanie wybyli defensorzy Wisły Kraków. Chwilę później piłkarze Macieja Skorży próbowali wykorzystać ospałość Tottenhamu, jednakże dwa razy wyjaśniał wszystko dobrze spisujący się bramkarz Spurs, Heurelho Gomes, wynik do przerwy 0:0.
Na drugą połowę Wisła wyszła jeszcze bardziej zmotywowana niż na początku spotkania, co wcale nie znaczyło, że była lepszą drużyną na boisku. W pięćdziesiątej minucie spotkania Luka Modrić uruchomił Campbella, ale strzał Anglika trafił w jednego z piłkarzy Białej Gwiazdy. Tottenham na gola musiał czekać do 58 minuty, z lewej strony dośrodkowywał Gareth Bale, formalności dopełnił tylko zawodnik Macieja Skorży, Arkadiusz Głowacki, który wraz z Fraizerem walczył bark w brak i to on ostatni dotknął futbolówkę. "Koguty" za ciosem, w sześćdziesiątej piątej minucie akcję sam na sam zmarnował Didier Zokora, który nie trafił w bramkę. Jak widać dotrzymuje swej tradycji, bowiem w trykocie z Kogutem na piersi nie trafił ani razu. Mimo że Reprezentant WKS nie strzelił bramki i tak był jednym z najlepszych graczy na boisku, próbował wsiąść sprawę w swoje ręce, gdy jego koledzy nie maja pomysłu na grę, ostatni czasy robi to bardzo często....
Dwie minuty później Ramos dokonuje zmiany, za Fraizera Campbella wszedł Jamie O'Hara, zwany ostatnio drugim Davidsem - jak widać Ramos bronił wyniku. Piętnaście minut przed końcem spotkania arbiter główny podarował trzy żółte kartki dla zawodników - Aaron Lennon za faul na piłkarzu Wisły, a Didier Zokora za dyskusję z sędzią, kartonik otrzymał również Cleber za przepychanki z "Kogutami". Końcówka spotkania zdecydowania należała do Krakowian, w osiemdziesiątej minucie z sześciu metrów strzelał głową Paweł Brożek, na nasze szczęście piłkę końcówkami palców wybił Gomes, nie bez podstaw nazywany jest ośmiornicą. W osiemdziesiątej trzeciej minucie piłkarze Macieja Skorży remisują, Junior Diaz dośrodkowaniem przed pole karne dał Pawłowi Brożkowi sytuację sam na sam, którą rzecz jasna wykorzystał. Wiślacy na fali, ale jak wiadomo na posterunku stał goalkeeper Spurs. Z tego powodu Juande Ramos na boisku wpuścił trzeciego stopera - Michaela Dawsona, aby tylko dotrzymać wynik do końca. Mecz ostatecznie zakończył się wynikiem 1:1
Podopieczni Juande Ramosa byli drużyną lepszą i zasłużenie będą grać dalej w rozgrywkach Pucharu UEFA. Co prawda z taką grą nie zawojujemy na boiskach angielskich, bez pomysłu na grę, bez zaangażowania - z taką grą to tylko w Orange Ekstraklasa mamy szansę na zdobycie Mistrza.
Wisła Kraków - Tottenham Hotspur
Wisła Kraków: Pawelek, Baszczynski, Glowacki, Cleber, Brozek, Boguski, Cantoro(66 Zienczuk), Sobolewski, Diaz, Jirsak (32 Lobodzinski ), Brozek
Tottenham Hotspur: Gomes, Gunter, King, Woodgate, Bale, Lennon(88 Dawson), Zokora, Jenas, Modric(77 Huddlestone), Campbel(68 O'Hara)l, Bent
Żółte Kartki: 45' Łobodzinski, 75' Cleber - 34' Woodgate, 58' Modrić, 62' Bale, 75' Zokora, 75' Lennon
Bramki: Arkadiusz Głowacki(samobój), Paweł Brożek
Sędzia: Alexandru Dan Tudor
własne
43 komentarzy
Piątek[2008.10.03; 12:24]
W dobie slabosci ataku Spurs, chcialoby sie powiedziec jedno: szanuj snajpera swego, bo mozesz miec gorszego. Styl pisania kazdy ma inny i czasem nie mozna juz nic poprawic w edycji (cokolwiek to znaczy), bo chocby sie chcialo, to nic niepokojacego po prostu sie nie zauwaza (doswiadczenie wlasne). Tak juz to jest, ze jedni sa od pisania a inni od komentowania. Strona ta jest taka, jacy i my sami jestesmy. To, ze bedzie ja czytac wielu ludzi nie jest argumentem ostatecznym dla konstruktywnej nawet krytyki, bo 'lepsza' juz nawet reklame stronie robilismy nie raz obrazajac siebie i innych i jakos sie i to przezylo, a strona zawsze wraca do rownowagi, odzwierciedlajac rozne opinie i charaktery. A snajper byl tego pieknego popoludnia po prostu na swoim posterunku, tak jak i Gomes w Krakowie na swoim, jakkolwiek by tego wystepu nie oceniac. A zbyt surowa ocena stylu to tylko odstraszanie piszacych od swojego hobby i 'lamanie mlodych charakterow'. Podobnie jak z ocena jezyka angielskiego u trenera Ramosa oraz polskich sprawozdawcow! Jaka ostatecznie roznica: Zokora czy Zakora, Bentley czy Bentli, Jenas czy Dzinas...? Przeciez zapewne nie jest to ani jedno ani drugie. Tylko sam Didier i jego rodzina wie jak nalezy to wymowic, a i tak nasze polskie struny glosowe nie uloza sie juz odpowiednio, zeby zabrzmialo to jak niby powinno. Na szczesie przynajmniej przedstawiciele narodow poslugujacych sie angielskim jako ojczystym, nie robia generalnie problemow z tego jak sie cos tam wymawia, bo sa przyzwyczajeni do tego, ze ludzie mowia w tym jezyku z tak wieloma akcentami, ze dla niektorych z nich poludniowo afrykanski nieraz jest milszy do sluchania niz chocby amerykanski, w co sam kiedys nigdy bym nie uwierzyl. Gdyby jednak zaczeli robic z tej calej sprawy jakis problem, to ktoz z 'obcych' by sie ostal i cos zwojowal w anglo-saskim swiecie? Hiper poprawnosc tez drazni. Kto pamieta spikerow opowiadajacych w polskiej telewizji o Pe-se-ze czy Sewiji? Ostatecznie, ilu z oddanych kibicow Spurs, dla ktorych angielski nie jest jednak jezykiem ojczystym, wymawia nazwe wlasnego klubu w sposob, jakiego moze w konsekwencji, niektorzy powinni wymagac? Dla wiekszosci z nas to byl i bedzie przeciez Totenham a nie zaden Tsotsenem. Jeden z szanowanych prezenterow popularnego programu analizujacego Premiership (Premier League?) jeszcze dlugo po jego zwolnieniu, zamiast Martin Jol wymawial Dzol i sam na antenie zaczal sie glosno stwierdzi, ze to chyba jednak Jol, az w koncu cos tam mruknal, ze jednak pozostanie przy swoim Dzol. Program i komentator sa dalej szanowani. Oczywiscie wszystko to w kraju bez rady jezyka. Ale czy to jest jeszcze na temat? Jak widac problemem mojego stylu jest dlugosc wypowiedzi. Zatem koncze, dziekujac, ze dobrneliscie do konca i zeby bylo cos o samym meczu: jak dla mnie to Gomes w porzadku.