Z industrialnego metalu zatrzymałem się na "Point Black" Nailbomb ale za to znam Rabbit Junk. Jak się zagłębiasz w industrial to możesz spróbować. Metalu w tym niewiele, więcej... ja wiem, punku, hardcore'u. Sam JP Anderson nazwał to Hardclash. W każdym razie dwie pierwsze płyty ("Rabbit Junk" i "Re:frame") świetne. Żywe, energetyczne, czasem troszkę kiczowate ale taki urok. Warto też spróbować pierwszego projektu Andersona, The Shizit. To już poważniejsza muzyka, digital hardcore, tak się określają. Mocna perkusja potężny bit i hardcore'owy wokal. Znam tylko jedną ich płytę, "Soundtrack for the Revolution". Potężna rzecz
Z industrialnego metalu zatrzymałem się na "

oint Black" Nailbomb ale za to znam Rabbit Junk. Jak się zagłębiasz w industrial to możesz spróbować. Metalu w tym niewiele, więcej... ja wiem, punku, hardcore'u. Sam JP Anderson nazwał to Hardclash. W każdym razie dwie pierwsze płyty ("Rabbit Junk" i "Re:frame"

świetne. Żywe, energetyczne, czasem troszkę kiczowate ale taki urok. Warto też spróbować pierwszego projektu Andersona, The Shizit. To już poważniejsza muzyka, digital hardcore, tak się określają. Mocna perkusja potężny bit i hardcore'owy wokal. Znam tylko jedną ich płytę, "Soundtrack for the Revolution". Potężna rzecz.